Udało mi się nie nasypać cukru na podłogę.
Biały proszek nie chrzęści pod nogami.
Zwykła posypka od miętowych cukierków żelowych
Pozostała w opakowaniu. Co z nią będzie?
Co z nią nie będzie? Będzie - nie będzie.
W swojej plastikowej torebce pozostanie na wieki.
A ja czuję ulgę.
Bo gdy przyjdzie Ona, nie powie: daj mi kapcie.
Będzie chodzić boso. Boso wejdzie do łóżka
I nie powie: znowu tu pełno okruchów.
Ona nie odróżnia, nie rozróżnia, nie dzieli,
Nie selekcjonuje, nie dyskryminuje tego całego syfu.
A przecież są:
- okruchy chleba
- kawałki martwego naskórka
- skrzydła i odnóża owadów
- ziarno kaszy gryczanej
- piach
- czarnoziem
- uschłe frgamenty roślin
- nitki i ściepy materiałowych metek
- skrawki papierowych paragonów
- tynk, farba i cement - ukruszone elementy ściany
- włosy i włoski
- tytoń
- zadry, drzazgi i inne tym podobne
- i wreszcie: sól, pieprz, bazylia, oregano, uszuszona pietruszka, estragon, gorczyca, curry i cukier!